Polub nas na Facebooku

Aktualności

Gaj słoni - część 2

Historia o perłowym naszyjniku

Duchowe piękno i romantyczny nastrój każdej świątyni współtworzą historie i cuda przypisywane panującemu w niej Bóstwu. Historia o perłowym naszyjniku dotyczy Bóstwa świątyni Dźambukeśwarary.

Królowie Ćola, potomkowie króla Kotćengannana, byli żarliwymi wielbicielami Pana Śiwy. Każdego dnia odwiedzali świątynię i modlili się do Pana. Kiedykolwiek otrzymywali jakiś cenny przedmiot, najpierw składali go u stóp Pana, a dopiero potem z niego korzystali.

Jeden z królów Ćola kupił kiedyś swej żonie piękny perłowy naszyjnik. Prezent bardzo się królowej spodobał i założyła go. Następnego dnia, w drodze do świątyni, królewska para – jak to miała w zwyczaju – wykąpała się w Kaweri. Gdy królowa wyszła na brzeg, zobaczyła, że nie ma naszyjnika. Małżonkowie zmartwili się, ale nie był to powód, żeby nie pomodlić się do Pana. Kiedy stali przed Bóstwem, kapłan przyniósł z rzeki wodę do obmycia lingi. Kiedy przechylił dzban, wypadł z niego naszyjnik i „ułożył się” wokół lingi. Królewska para uświadomiła sobie, że postąpiła wbrew rodzinnej tradycji. Uznali naszyjnik za swój, zanim jeszcze sprezentowali go Panu. Dlatego, w akcie zadośćuczynienia, postanowili zostawić naszyjnik Śri Dźambunathowi. Zdarzenie to opisał Sundaramurti Najanar w Thiruwananaikka Dewaram.

Historia o kapłanach

Władcy i wierni zwykli hojnie obdarowywać kapłanów, mimowolnie psując morale tych ostatnich. Pan Dźambunatha postanowił poskromić pychę swych opiekunów.
Rodziny kapłanów zamieszkiwały wieś położoną na północ od rzeki Kolerun. Miał się w niej odbyć ślub, który był ważną uroczystością dla wszystkich mieszkańców. Kapłani zostawili w świątyni chłopca do pilnowania przybytku, a sami poszli na ślub. Musieli przeprawić się na drugi brzeg rzeki. Wsiedli na łódź, a młody przewoźnik chwycił za wiosła. W połowie drogi zaskoczyła ich gwałtowna burza. Łódź się przewróciła i wszyscy utonęli. Z nieba zaś rozległ się głos, że kapłanów spotkała kara za chciwość i pychę.
Król Ćola sprowadził na ich miejsce nowych kapłanów z Thiruparijaluru, Kańci i Kasi.

Historia o królu Kotćengannanie

Wiara w powtórne narodziny i transmigrację duszy jest jednym z podstawowych założeń odwiecznej religii. Pająk, który wielbił Pana Dźambulingama (zob. powyżej), w kolejnym życiu urodził się jako król Kotćengannan. Jego rodzicami byli król Subadewa i królowa Kamalawathi. Dziecko urodziło się pod „tańczącą gwiazdą” w niecodziennych okolicznościach. Podczas porodu astrologowie przepowiedzieli, że jeśli dziecko urodzi się po dwóch i pół godzinach, wtedy będzie władać światem. Królowa wstrzymywała się z wydaniem dziecka na świat, chcąc urodzić je dopiero w pomyślnym momencie. Dlatego poprosiła męża, żeby związał jej stopy i trzymał je uniesione do góry. Kiedy nadszedł odpowiedni moment, stopy rozwiązano i królowa mogła urodzić. Jej syn miał czerwone oczy, dlatego nadała mu imię „Kotćengannan” („książę o czerwonych oczach”). Spontanicznie nadane imię przylgnęło do księcia na całe życie.
Niegdyś stolicą dynastii Ćolów było miasto Woraijur, obecnie przedmieście Tirućirapalli. Za potężnymi fortyfikacjami tętniło życiem bogate miasto, pełne pałaców, parków i czystych stawów, a bazary przyciągały kupców z odległych stron. Mieściło się tam również więzienie dla władców, którzy sprzeciwiali się władzy Ćolów.

Trafił do niego między innymi znamienity wódz Kanaikal Irumboraj, pokonany przez – wtedy już króla – Kotćengannana. Któregoś dnia poprosił strażnika o wodę, lecz zanim strażnik wrócił Kanaikal zmarł. Posłaniec udał się do króla, by przekazać mu smutną wiadomość.

W tym samym czasie, na dworze króla gościł wielki tamilski poeta Pojkajar, który zaprezentował władcy poemat „Klawazhi Narpathu” o zwycięstwie Kotćengannana nad Irumborajem. Poemat bardzo się królowi spodobał i zamierzał hojnie wynagrodzić poetę. Ten jednak powiedział, że pragnie tylko uwolnienia Irumboraja. Kotćengannan bez wahania zgodził się i razem z poetą poszedł do więzienia. Po drodze jednak spotkali posłańca, który powiedział co się stało.
Kotćengannan był zdruzgotany. I, podobnie jak sławny cesarz Aśoka, który po krwawym zwycięstwie pod Kalingą porzucił podboje, postanowił całkowicie odmienić swe życie. Zdecydował, że poświęci się wielbieniu Pana Śiwy i budowaniu dla Niego świątyń w całym królestwie. Pierwszą zaś świątynią była właśnie świątynia w Thiruwanaikka. Przetrwała ona do dzisiaj w bardzo dobrym stanie i jest wspaniałym świadectwem przemiany króla. Na przestrzeni wieków, królowie, arystokraci i kupcy powiększali majątek świątyni o ziemię, złoto i klejnoty. Dzięki nim Bóstwa podczas procesji są noszone w srebrnych lektykach, a pożywienie ofiarne podaje się Najwyższym Boskim Małżonkom na srebrnych i złotych tacach. Od swych niezwykłych początków do dzisiaj świątynia funkcjonuje jako żywy pomnik pobożności i oddania, dobroczynności i duchowości.

Wielki wisznuicki poeta, Tirumangaj Alwar, pisze w swym dziele Nalajira Diwja Prabhandam, że święty król Kotćengannan zbudował siedemdziesiąt (!) świątyń Śiwy i pięć świątyń Wisznu. Jego chwałę utrwalili także na stronicach Thewaram święci najanmarowie, a w Perija Puranie – Ćekkizhar, jeden z sześćdziesięciu trzech wielkich śiwaickich świętych Tamil Nadu. Kotćengannan opuścił tę planetę w tamilskim miesiącu masi, podczas panowania gwiazdy Sathajam.

Oceń tekst 1 2 3 4 5 6
Średnia ocena: 3/6 (18 głosów)

Komentarze Facebook

Komentarze do tekstu Gaj słoni - część 2

Komentarzy: 0

Dodaj komentarz