Polub nas na Facebooku

Aktualności

Szanujmy naturę, żyjmy prościej

Dr Rashmi Mayur, Hinduism Today

Naukowcy ostrzegają przed nadejściem szóstego okresu w dziejach Ziemi, w którym w zastraszającym tempie i na skalę niebywałą od czasów zagłady dinozaurów, wymierać będą poszczególne gatunki fauny i flory.

Różnorodność i względna nietrwałość życia na Ziemi stanowi o niezwykłości naszej planety. Jej historia jest pełna zaskakujących zwrotów. Od chwili pojawienia się pierwszych mikroorganizmów po czasy dzisiejszej rozmaitości form, na Ziemi żyły miliardy gatunków, jednakże 99% z nich już wyginęło. Na pozostały jeden procent składa się, według przybliżonych szacunków, 100 milionów gatunków fauny i flory, z czego zaledwie 1.7 miliona zostało sklasyfikowanych przez naukowców. Życie na Ziemi pojawiło się około czterech miliardów lat temu. W dziejach naszej planety doliczono się pięciu okresów, w których nastąpiła masowa zagłada żyjących gatunków, obejmująca przynajmniej 17% rodzin (na rodzinę składają się setki, czasem tysiące gatunków). Pierwsza nastąpiła 438 mln lat temu na przełomie okresu ordowiku i syluru. Z powierzchni Ziemi zniknęło wtedy 85% gatunków. Druga zagłada miała miejsce w okresie dewonu – 360 mln lat temu – gdy zniknęło 85% gatunków. Trzecia zagłada – w okresie permu, 245 mln lat temu – była najbardziej dramatyczna w dotychczasowych dziejach Ziemi, objęła bowiem ponad 90% żyjących wtedy gatunków. Czwarta zagłada – w okresie triasu, 208 mln lat temu – objęła 76% gatunków. Wreszcie piąta, która nastąpiła w okresie kredy – 65 mln temu, najbardziej znana z powodu zniknięcia z powierzchni Ziemi dinozaurów – objęła 85% wszystkich gatunków. Tym razem „nie chodzi tylko o gatunki na jakiejś zagubionej pośród oceanu wyspie, w lasach deszczowych, o ptaki czy wielkie ssaki”, pisze biolog Stuart Pimm w miesięczniku National Geographic z lutego 1999 roku, poświęconym biologicznej różnorodności. „Chodzi o wszystko, co nas otacza, o to, co dzieje się wokół nas. Mamy do czynienia ze światową epidemią zagłady gatunków”. W specjalnym raporcie dla Hinduism Today dr Rashmi Mayur, mieszkający w Mumbaju (dawniej Bombaj) dyrektor International Institute for Sustainable Future (Międzynarodowy Instytut ds. Równowagi Ekologicznej), omawia temat prawdopodobnej szóstej zagłady gatunków, jej przyczyny oraz implikacje.

Oto treść tego artykułu:

W XV wieku ludzkość utorowała sobie drogę przez oceany. W następnym stuleciu, dokładnie w 1598 roku, Holendrzy przybyli na Mauritius, wyspę położoną na Oceanie Indyjskim na wschód od wybrzeży Madagaskaru. Ich oczom ukazała się kraina zapierającego dech w piersiach piękna i obfitości natury. Jednym z gatunków zamieszkujących wyspę od tysięcy lat był masywny nielotny ptak z rzędu gołębi (Raphus cucullatus ). Holendrzy nazwali ptaka „dodo”, ponieważ uznali go za wyjątkowo głupie stworzenie. Niezgrabny nielot stał się obiektem żartów i łatwą ofiarą myśliwskich noży. Ludzie śmiali się z niego, a jednocześnie cenili sobie jego mięso. Ptak dodo był tylko ogniwem w całym łańcuchu gatunków roślin i owadów powiązanych z nim różnymi zależnościami. Jego liczba na wyspie była ograniczona i sama natura regulowała ją od tysiącleci. Ludzka zachłanność nie ma jednak granic. Po niespełna stu latach rzezi gatunku ostatni dodo zginął w 1680 roku. Wraz z jego zniknięciem z powierzchni wyspy zniknęły też rośliny zależne od jego istnienia. I tak człowiek stał się sprawcą wyginięcia gatunków. Od tamtego czasu Ziemia jest sceną zagłady dostrzegalnej i niedostrzegalnej gołym okiem. To trwające od kilku stuleci zjawisko nie jest niczym niezwykłym w dziejach Ziemi. Już pięciokrotnie z jej powierzchni masowo ginęła fauna i flora. Cóż jest więc takiego szczególnego w obecnej zagładzie gatunków? Czy będzie zarazem ostatnią? Czy to zemsta natury za naszą niefrasobliwość i nonszalancję? Być może. Poprzednie okresy wymierania gatunków miały związek z naturalnymi katastrofami (naukowcy upatrują przyczyn zagłady gatunków w upadku meteorytów i zmianach klimatycznych na Ziemi). Tym razem jest inaczej. Odpowiedzialność spada na ekspansywną istotę żyjącą na Ziemi. Po raz pierwszy w dziejach naszą planetę zdominował pojedynczy gatunek niszczący całe ekosystemy. Według raportu z konferencji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku w 1997 roku, nazywanej Rio+5, corocznie z powierzchni naszej planety znika około pięćdziesięciu tysięcy gatunków flory i fauny, czyli sześć w ciągu godziny, i mimo Konwencji o Bioróżnorodności, dotyczącej ochrony zagrożonych gatunków roślin i zwierząt, przyjętej większością głosów na Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 roku, ta tendencja się utrzymuje. Na Ziemi zachodzą ogromne zmiany. Czas przyspieszył, zegar tyka nieuchronnie. Większość ewolucjonistów podziela pogląd, że ludzka obecność wywiera wpływ na cały ziemski ekosystem. Spośród stu tysięcy gatunków drzew, dziewięciu tysiącom grozi wyginięcie, z czego 10% może zniknąć już w pierwszej dekadzie XXI wieku. Przewiduje się, że jeśli tempo wymierania gatunków utrzyma dotychczasową tendencję wzrostową, to do końca tego stulecia z powierzchni Ziemi zniknie bezpowrotnie niemal 70% fauny i flory. W związku z grożącą Ziemi biologiczną pustką pojawia się wiele zasadniczych pytań. Czy to koniec ewolucji? Jeśli tak, to czy czeka nas jej kolejna odsłona? Czy z powodu gwałtownej reakcji natury ludzie podzielą los innych gatunków? Należy też zadać sobie głębsze, metafizyczne pytania. Dlaczego teraz? Co się stało z ludzką świadomością? Naszą boskością? Naszą duszą? Gdzie się podziała zasada ahinsy, szacunku dla wszelkiego życia? Taittirija-aranjaka, jeden z tekstów wedyjskich, mówi: „Dharma jest podstawą całego wszechświata”, a Manusmryti proroczo stwierdza: „Pogwałcenie zasad dharmy prowadzi do zniszczenia. Dlatego nie należy się im sprzeniewierzać”. Życie w harmonii ze światem i z samym sobą było esencją filozofii wedyjskiej. Według Wed dobre życie oznacza panowanie nad sobą, niestosowanie przemocy i poznanie Prawdy Absolutnej poprzez praktykę jogi. Ta mądrość starożytnych Indii ginie w bezmiernym chaosie współczesności. U progu nowego milenium ludzkość stoi w obliczu prawdziwego dramatu. Ponad sześć miliardów ludzi kroczy ścieżką materializmu. Gromadzenie, posiadanie i konsumpcja dóbr materialnych jest najwyższym „dobrem” w życiu. Ta filozofia zakłada, że zasoby materialne są nieograniczone. Marketing i reklama wzmacniają w ludziach to przekonanie. Według raportu Agendy Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) świat wydał w 2000 roku około 250 mld dolarów na reklamę. Co roku przybywa na świecie 80 milionów ludzi, z czego 90% (72 mln) w krajach rozwijających się, w których cztery osoby na dziesięć żyją na granicy ubóstwa. W samych Indiach, liczących ponad miliard ludności, ta liczba sięga 320 milionów. Zgodnie z raportem Funduszu Ludnościowego Narodów Zjednoczonych (UNFPA) około 2100 roku liczba ludności na świecie ustabilizuje się na poziomie 10,5-11 miliardów. Raport UNDP stwierdza, że trzech miliarderów (Gates, Buffett i Allen) posiada majątek wart 156 mld dolarów. Ta suma jest równa produktowi krajowemu brutto wszystkich najmniej rozwiniętych krajów świata, które zamieszkuje 600 milionów ludzi. Zglobalizowany świat, zamieniony w gigantyczny jarmark dóbr i usług służących zaspokojeniu za każdą cenę ludzkiego pędu do przyjemności, postawił w centrum człowieka. Wszystko kręci się wokół ludzi, i to tylko tych, którym udało się zgromadzić najwięcej. Podobnie nierównomiernie rozkłada się życie na naszej planecie. Według Audubona „ponad połowa żyjących na Ziemi gatunków zasiedla tzw. »gorące punkty« zajmujące około 2% lądu. I właśnie na tych terenach znajduje się około 70% najbardziej zagrożonych gatunków. Znaczna populacja mieszkańców Indii zajmuje siedem spośród osiemnastu zidentyfikowanych »gorących punktów«. Pośród wielu, którzy próbują zapobiec katastrofie, jest A. Saravanapavan, emerytowany pracownik Banku Światowego, specjalista w dziedzinie inżynierii sanitarnej. Ma on nadzieję, że poprawa warunków życia w krajach rozwijających się zmniejszy jednocześnie produkcję gazów cieplarnianych. „Pracuję nad systemem wykorzystania energii słonecznej, wiatrowej i biogazów pochodzących z odchodów ludzkich i odpadów roślinnych”. O ile większość systemów pozyskującej energię słoneczną, wiatrową i biogazy działa niezależnie, Saravanapavan planuje komputerowe połączenie trzech źródeł „zielonej” energii w jedno, by zoptymalizować ich moc i wydajność. „Z tego, co wiem, w krajach rozwijających się nie ma dotąd takiego rozwiązania”, powiedział w swoim wywiadzie dla Hinduism Today. Świat potrzebuje więcej takich ludzi jak A. Saravanapavan, by zapobiec nadchodzącej katastrofie. Przez trzysta ostatnich lat, a zwłaszcza w XX wieku, Ziemia walczy z niszczycielską siłą technologicznego postępu. Zmiany klimatyczne powodują, że wzrost poziomu mórz i oceanów stanowi realne zagrożenie dla prawie 35% ludzi żyjących nad ich brzegami. Ponad 7% warstwy ozonowej uległo już rozrzedzeniu. Każdego roku dziura ozonowa nad Antarktyką licząca 9 mln km2 zwiększa ryzyko zachorowań na raka i osłabienia systemu immunologicznego u ludzi, wywołuje śmierć wielu mikroorganizmów. Ponad 16 mln hektarów lasów, w tym 11 mln hektarów biologicznie zróżnicowanych lasów tropikalnych, zniknie w tym roku z powierzchni ziemi za sprawą działalności człowieka. Mimo Konwencji ws. Ochrony Lasów z roku 1992, drzewa przegrywają z człowiekiem, który potrzebuje nowych terenów pod swoje siedziby, działalność rolniczą, fabryki, drogi etc. Lasy są inkubatorami wszelkich form życia i domem większości żyjących na Ziemi gatunków. To w nich rozegrał się spektakl ewolucji. Kiedy znikną, wraz z nimi odejdzie bioróżnorodność. Paradoks cywilizacji technologicznej polega na tym, że większość tego, czego potrzebujemy do jedzenia, do produkcji leków, do przetworzenia dwutlenku węgla (gazu cieplarnianego) w tlen, do budowania znajduje się w lasach. Czy jako ludzkość naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy nierozerwalnie związani z niezliczonymi gatunkami zamieszkującymi Ziemię, nie mówiąc już o mikroorganizmach, od których zależy nasze trwanie? Lasy są domem ludności tubylczej. Na świecie pozostało jej zaledwie 250 milionów. Raport ogłoszony po konferencji Narodów Zjednoczonych w Genewie poświeconej ludności tubylczej przewiduje, że przy obecnym tempie wymierania, większość rdzennych plemion wymrze do 2025 roku. W grudniu 1992 roku naukowcy z organizacji Union of Concerned Scientists (w dosłownym tłumaczeniu: Stowarzyszenie Zaniepokojonych Naukowców) ostrzegli, że Ziemi grozi coraz większe niebezpieczeństwo. „Większość systemów biologicznych, od milionów lat podtrzymujących życie na naszej planecie, załamie się i ulegnie degradacji już w pierwszej połowie nadchodzącego stulecia”. Zewsząd dochodzą głosy protestujące przeciwko takiemu rozwojowi sytuacji. Zagłada wywołana działaniem człowieka nie może być przyszłością naszej pięknej planety. Należy zakwestionować chore zasady funkcjonowania technologii. Zmierzające ku samounicestwieniu społeczeństwo powinno zwrócić się ku mądrości głoszonej przez starożytnych, że każde życie jest świętością, a jego warunkiem jest harmonijne współistnienie różnych form życia. Buddyjska Suttanipatta wyraża to dobitnie: „Wszystkie żyjące istoty bez wyjątku, słabe czy silne, długie czy krótkie, wysokie czy niskie, średnie czy małe, kruche czy odporne, widzialne czy niewidzialne dla oka, odległe czy bliskie, narodzone czy jeszcze nienarodzone, mają święte prawo do wewnętrznej radości”. Starożytne tamilskie pismo Tirukural mówi w wersie 324: „Jaka droga jest słuszna i dobra? Ta, która pozwala uniknąć zabijania żywych istot” oraz w wersie 327: „Powstrzymuj się przed odebraniem życia jakiejkolwiek istocie, nawet wtedy, gdy chcesz ocalić własne życie”. Wprawdzie indyjscy filozofowie wyznawali pogląd, że świat przechodzi przez cykle rozwoju i zniszczenia, zawsze jednak upominali się o szacunek dla wszelkiego życia. Najwyższy czas położyć kres ludzkiej arogancji. Ziemia nie jest wyłączną własnością człowieka. Jest domem wszystkich istot, które ją zamieszkują. Chociaż indywidualne istnienie trwa krótko, ewolucja jest procesem niepowstrzymanym. Świadomość i dusza istnieją poza materią, poza czasem i przestrzenią. Jako integralna część Brahmana, są wieczne. Nasze życie zmieni się diametralnie, gdy przyjmiemy tę filozofię. Dzięki niej zmniejszymy konsumpcję dóbr materialnych, zaczniemy żyć prościej. Będziemy szanować naturę. Podporządkujemy się jej, wraz z innymi istotami staniemy się częścią ewolucji, wznosząc się ku coraz to wyższym stanom świadomości, zjednoczeni w egzystencji niematerialnej. Wtedy ludzkość wraz z jej zabójczymi technologiami przestanie być ciężarem i zagrożeniem dla Ziemi. Przeciwnie, ujrzy naszą planetę jako ogród, w którym wszystkie żywioły – wiatr, ogień, woda, ziemia – tańczą z dziećmi ptaków, wielorybów, jeleni, słoni etc. wspólny taniec w wiecznym karnawale życia.

Statystyka zagłady:
Od początku stulecia różnorodność roślin uprawnych spadła o około trzy czwarte. Populacja naszej planety czerpie około 90% kalorii z zaledwie dwudziestu gatunków roślin uprawnych. Około 40% światowej ekonomii opiera się na produktach i procesach biologicznych. Co najmniej siedem tysięcy substancji medycznych wykorzystywanych w lekach sprzedawanych za Zachodzie – od aspiryny po pigułki antykoncepcyjne – pochodzi z roślin, pozyskiwanych w większości w krajach Trzeciego Świata. Gdyby międzynarodowe korporacje płaciły krajom rozwijającym się za prawo do eksploatacji ich biologicznych zasobów i korzystania z wiedzy miejscowych ludzi na temat wykorzystania poszczególnych roślin, kwota rocznych opłat wyniosłaby 5,4 mld dolarów. Na liście gatunków fauny zagrożonej wyginięciem znalazło się ponad tysiąc gatunków ptaków na Ziemi (spośród 9,6 tys. gatunków), tysiąc sto gatunków ssaków (spośród 4,4 tys.); dalszych 14% balansuje na krawędzi przetrwania. Spośród 24 tys. gatunków ryb morskich i słodkowodnych jednej trzeciej grozi wyginięcie. W ciągu dwóch minionych tysiącleci wyginęło 20% gatunków ptaków, głównie z powodu kolonizacji wysp. Do końca tego stulecia w USA może zniknąć z powierzchni ziemi 4-5% gatunków roślin. W Niemczech 34% bezkręgowców jest zagrożonych wyginięciem. W ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat w Europie mogła wyginąć nawet połowa grzybów. Indie są jednym z osiemnastu najbardziej zróżnicowanych biologicznie miejsc na Ziemi. Statystyki są zatrważające: około 15 tys. spośród 45 tys. gatunków roślin jest zagrożonych; 20 gatunków zwierząt spośród 81 tys. sklasyfikowano jako „prawdopodobnie wymarłe”. Spośród większych zwierząt zagrożone są 173 gatunki, prócz nich na liście zagrożonych przedstawicieli fauny jest 101 gatunków ptaków, 15 gatunków gadów, 3 gatunki płazów oraz 2 gatunki ryb.

Dr Rashmi Mayur, dyrektor Międzynarodowego Instytutu ds. Równowagi Ekologicznej (International Institute for Sustainable Future)
73a Mittal Tower, Nariman Point
Mumbai – 400 021.

Oceń tekst 1 2 3 4 5 6
Średnia ocena: 3/6 (62 głosów)

Komentarze Facebook

Komentarze do tekstu Szanujmy naturę, żyjmy prościej

Komentarzy: 0

Dodaj komentarz