Polub nas na Facebooku

Aktualności

Jak umierać?

Ramnath Subramanian dla Huffington Post

Sokrates udzielił swoim uczniom rady, by codziennie praktykowali umieranie. Chociaż w pierwszej chwili te słowa mogą wydać się niezrozumiałe, po namyśle umiemy odczytać ich wymowę. Należy uświadomić sobie istnienie głęboko tkwiącego w nas poczucia niepewności i lęku, i umieć się z nim zmierzyć. Uosobieniem tego lęku jest śmierć.
Tłumiony kobiecy szloch po drugiej stronie słuchawki mówił sam za siebie. „Co się stało?” – spytałem. Znałem doktor Priyę Venkat, pediatrę, od dziewięciu lat. Obserwowałem jej determinację w czasie studiów, gdy musiała radzić sobie z wieloma przeciwnościami losu. Widząc ją teraz jako szczęśliwą mężatkę, miałem satysfakcję, że przyczyniłem się do jej osobistego szczęścia. Dlatego tak ciężko przeżyłem jej telefon. Priya, będąca w szóstym miesiącu ciąży, wykrztusiła przez ściśnięte gardło: „Poroniłam”.

Byłem w szoku. A jednocześnie poczułem wielką bezradność. Bezradność, ponieważ nie umiałem nawet znaleźć odpowiednich słów pocieszenia, a szok – ponieważ dosłownie kilka minut wcześniej rozmawiałem przez telefon ze swoim przyjacielem Arim o kruchości naszego życia i ciągłej, podskórnie wyczuwanej, obecności śmierci. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że ta rozmowa jest początkiem serii śmierci, jakie nastąpią w ciągu zaledwie tygodnia. Po wieściach o poronieniu Priyi nadeszły inne: o samobójstwie siedemnastoletniego syna mojego bliskiego przyjaciela, zgonie mojej dwudziestotrzyletniej chorującej na raka studentki i śmiertelnym w skutkach zawale serca mojego sześćdziesięcioletniego kuzyna.
Tysiące ludzi umierają codziennie, a świat trwa i życie toczy się dalej. Gazety i serwisy informacyjne pełne są wiadomości o tragediach i wypadkach. Przykuwają naszą uwagę na chwilę, lecz informacje sportowe wydają się bardziej atrakcyjne i interesujące. Czy śmierć rzeczywiście tak się zbanalizowała? Czy może świadomie lub nieświadomie odcięliśmy się od myślenia o niej?

Temat śmierci skłania człowieka do zadawania pytań o prawdziwą naturę ludzką i cel istnienia. Duński filozof Søren Kierkegaard powiedział kiedyś, że prawdziwa edukacja ludzi to nauczenie ich, jak pogodzić się ze śmiercią. Większość tradycji filozoficzno-religijnych, zwłaszcza tych wywodzących się ze Wschodu, traktuje śmierć jak otwarcie drzwi do głębszych duchowych rozważań.

Budda wyrzekł się bogactwa i ruszył w świat w poszukiwaniu oświecenia, gdy zetknął się z nieprzyjemnym widokiem chorych i umierających ludzi. Uświadomił sobie wtedy, że jego czeka to samo. W Bhagawadgicie, klasycznym indyjskim tekście poświęconym jodze i mądrości duchowej, książę Ardźuna przeżywa ten sam egzystencjalny kryzys, gdy okoliczności zmuszają go do bratobójczej walki z własnymi krewnymi dowodzonymi przez przebiegłego kuzyna Durjodhanę. Chociaż brał udział już w wielu wojnach i bitwach, teraz myśl o śmierci jest dla niego szczególnie bolesna, ponieważ naprzeciw niego na polu bitwy stoją członkowie jego rodziny, których kocha i szanuje, a z którymi musi walczyć z powodu intryg politycznych.
Pierwszy rozdział Bhagawadgity nosi tytuł „Joga kryzysu Ardźuny”. To właściwy tytuł, ponieważ słowo joga znaczy „łączyć”. W tym rozdziale za sprawą przeżywanego kryzysu Ardźuna zadaje pytania, dzięki którym dociera do istoty własnej tożsamości. Po tych pytaniach następuje niezwykły duchowy dialog między Ardźuną i jego przyjacielem Kryszną, pełniącym funkcję jego woźnicy. Chociaż wychowałem się w domu, w którym były trzy różne wydania Bhagawadgity, jej treść wywarła na mnie wielkie wrażenie dopiero wtedy, gdy sam zetknąłem się ze śmiercią.
Moja duchowa podróż rozpoczęła się, gdy w wieku siedemnastu lat musiałem sam skonfrontować się z problemem śmierci. Po dostaniu się na pierwszy rok prestiżowej uczelni (Indian Institute of Technology) dopadło mnie głębokie przygnębienie wywołane świadomością, że wszystkie moje życiowe dokonania zostaną mi odebrane w chwili śmierci.

Myśl o śmierci nie dawała mi spokoju, uwierała mnie jak cierń, póki pewnego dnia podczas kolacji nie zwierzyłem się mojej matce. Z czułością powiedziała mi wtedy, że nie mogę pozwolić, by takie myśli odebrały mi prawdziwą przyjemność życia. Ważne, by żyć chwilą i smakować życie we wszelkich jego przejawach. Wzruszyła mnie jej matczyna troska, lecz jej odpowiedź wcale mnie nie usatysfakcjonowała. Czułem, że chce, bym w ten sposób szukał zapomnienia o lęku przed śmiercią. Zupełnie jakbym usiłował rozkoszować się wspaniałą i wykwintną ucztą w przeddzień trudnego egzaminu, do którego ani trochę się nie przygotowałem.
Choć ta myśl towarzyszyła mi przez jakiś czas, stawała się coraz mniej dojmująca. Miało na to wpływ moje przeświadczenie, że mogę „panować” nad światem. Zaangażowałem się w „bohaterskie przedsięwzięcia”, które – gorąco w to wierzyłem – odcisną swój ślad na ziemi. Dopiero drugie spotkanie ze śmiercią uświadomiło mi, że ludzki mózg nie radzi sobie z intensywnością tego przerażenia.

Owo spotkanie nastąpiło we wrześniu 2005 roku, gdy byłem na pierwszym roku MBA na Uniwersytecie Cornella. Właśnie zdałem najważniejszy egzamin z rachunkowości. Byłem jednym z nielicznych studentów na roku, którzy otrzymali najwyższą ocenę. Zyskałem wtedy pewność, że ukończę MBA ze świetnym wynikiem i tym samym zagwarantuję sobie świetną posadę w jakimś banku inwestycyjnym. Tego samego dnia po południu poszedłem do uniwersyteckiej przychodni na rutynowe badanie krwi. Po pobraniu krwi siedziałem w poczekalni i przeglądałem Wall Street Journal. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczyma.

Kiedy odzyskałem przytomność, usłyszałem jakieś krzyki. Leżałem na noszach. Kilka osób z personelu medycznego w szaleńczym tempie transportowało mnie na oddział pomocy doraźnej. Czułem potworny ból w dłoniach i stopach. Były dziwnie powykręcane. Ku swemu przerażeniu nie mogłem nimi poruszać. Potem poczułem, jak drętwieje mi całe ciało. Nie byłem w stanie wydobyć z siebie słowa. Miałem coraz cięższe powieki. Pomyślałem, że to koniec. Zdawało mi się, że każda chwila trwa wieczność. Całe życie przebiegło mi przed oczyma niczym film. Myślałem o ludziach, których kocham, i rzeczach, do których jestem przywiązany. Ból nagłego, a nieuchronnego – jak wtedy uważałem – rozstania był tak dojmujący, że łzy napłynęły mi do oczu. Wpadłem w rozpacz wywołaną nierozwiązywalną sprzecznością – odczuwałem silne pragnienie nieśmiertelności w sytuacji, w którą wpisana jest śmiertelność.

Dostałem silną dawkę środków przeciwbólowych. Obudziłem się czternaście godzin później z uczuciem, że pokonałem trasę maratonu na rękach. Ulżyło mi, że żyję. W tamtej chwili nic innego się nie liczyło. Lekarze wyjaśnili mi, że był to wyjątkowo rzadki przypadek omdlenia z powodu nakłucia, prowadzący do nagłego spadku ciśnienia i niedotlenienia mózgu. Zdumiewające, do czego może prowadzić niewinne z pozoru badanie krwi.

To doświadczenie otworzyło mi oczy na fakt, że śmierć może nas zaskoczyć w każdej chwili, nawet tej najmniej spodziewanej. Życie może się zmienić w ułamku sekundy, a kiedy tak się dzieje, pierwszą reakcją jest szok. Mówię o szoku, ponieważ narcystyczne przekonanie każe człowiekowi sądzić, że nigdy nie umrze. Współczuje jedynie innym, którzy umierają. Freud tłumaczył to tym, że w głębi serca człowiek czuje się nieśmiertelny.

Przeczytałem w Mahabharacie – wielkiej indyjskiej epopei – historię, która dobrze ilustruje tę tezę. Król Judhiszthira, znany dzięki swej nadzwyczajnej mądrości i prawości, został poddany testowi. Musiał odpowiedzieć na sto pytań, sprawdzających jego inteligencję i mądrość. Od wyniku tego testu zależało życie jego ukochanych braci. Odpowiedzi Judhiszthiry na dziewięćdziesiąt dziewięć pytań zrobiły wielkie wrażenie na przesłuchującym. Ostatnie, najbardziej otwarte pytanie, brzmiało: „Co jest najbardziej zdumiewającą rzeczą na świecie?” Po głębokim namyśle król odparł: „Codziennie każdy widzi wokół siebie, jak inni umierają, lecz nadal nie wierzy, że sam też będzie musiał stanąć obliczu śmierci. Zamiast tego układa plany, jakby miał zostać w tym świecie na zawsze. Właśnie to zdumiewa mnie najbardziej i w tym dostrzegam największą ironię”. Oczywiście, Judhiszthira przeszedł test i ocalił braci.

Konfrontacja z kruchością mojego istnienia była dla mnie bardzo pouczającym doświadczeniem. Uświadomiłem sobie, że w chwili śmierci fizyczne ciało, o które tak się troszczę, podziw i wyróżnienie, na których tak mi zależy i które utwierdzają mnie w poczuciu wielkości, zostaną mi odebrane. To wydarzenie w przychodni zmusiło mnie do zrewidowania swoich przekonań o społecznych, politycznych i finansowych powiązaniach, dzięki którym czułem się tak zakorzeniony w świecie. Stanąwszy w obliczu tej prawdy, znów otworzyłem się na duchowe dociekania. Pierwszy raz idea zawarta w Bhagawadgicie nabrała dla mnie głębokiego sensu i stała się logiczna.
To doświadczenie uświadomiło mi też, że lekceważące podejście do śmierci i trywializowanie jej może zamknąć drzwi do głębszego zrozumienia sensu naszej egzystencji. Życie nam ucieka, kiedy chowamy się za murami fortecy wzniesionej z przekonania o własnej niezniszczalności. Z drugiej strony myśl o śmierci nie powinna nas paraliżować do tego stopnia, byśmy mieli wyrzekać się przyjemności czerpanej z bezcennych chwil, jakie ofiaruje nam życie. Nie zapominajmy jednak, że lekkie traktowanie tematu śmierci uniemożliwi nam odnalezienie w sobie pokory wobec życia i docenienia jego darów.

Sokrates udzielił swoim uczniom rady, by codziennie praktykowali umieranie. Chociaż w pierwszej chwili te słowa mogą wydać się niezrozumiałe, po namyśle umiemy odczytać ich wymowę. Należy uświadomić sobie istnienie głęboko tkwiącego w nas poczucia niepewności i lęku, i umieć się z nim zmierzyć. Uosobieniem tego lęku jest śmierć. Ta świadomość prowadzi do wyzbycia się mechanizmu obronnego, polegającego na wypieraniu i zaprzeczaniu. Zaczynamy traktować życie poważnie, zastanawiać się nad swoim postępowaniem i odrzucamy bezrefleksyjną rutynę dnia codziennego. Zaczynamy dostrzegać nowe możliwości, podejmować nowe działania, nabieramy odwagi i wytrwałości. Nasze życie nabiera nowego, głębszego sensu.

Oceń tekst 1 2 3 4 5 6
Średnia ocena: 3/6 (24 głosów)

Komentarze Facebook

Komentarze do tekstu Jak umierać?

Komentarzy: 0

Dodaj komentarz